RSS
niedziela, 30 grudnia 2012

Cieszę się już wszystkimi kanałami: znowu Brazylia, znowu Salvador! I - nie mogę w to uwierzyć! - przeglądam strony o karnawale, którego przecież nie znoszę! A na który się cieszę!
A jeśli nie dostanę urlopu to pierdolnę tę robotę w chuj i założę pracownię.

23:50, uparte_zwierze
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 listopada 2012

Więc teoria głosi, że tempo wymiany komórek w ciele człowieczym jest takie, że po upływie siedmiu lat nie ma w nas ani jednej tej samej komórki. Co sprawia, że człowiek co siedem lat się zmienia.
Zawsze mi się podobała ta teoria.
Nie pamiętam, jakim byłam dzieckiem.
Pamiętam, jaką jestem dorosłą.

Pamiętam, że jeszcze dwa lata temu lubiłam chodzić na imprezy, tańczyć, wychodziłam, bawiłam się. Teraz, no cóż, krótko mówiąc - nie chce mi się. Nie chce mi się pić za dużo, bo kac trwa dwa dni i szkoda mi zdrowia. Nie chce mi się imprezować - spotkania z ludźmi bardziej mnie interesują pod względem rozmów inspirujących, niż wymiany płynów takich, czy owakich. A o rozmowę ciężko ostatnio... Ludzie mnie irytują bardziej niż zwykle. Świat mnie irytuje bardziej, niż zwykle - czuję okropną nieprzystawalność do obowiązujących standardów i rzeczywistości. Za dużo wszystkiego dookoła. Za dużo się produkuje papieru, obrazków, jedzenia, wszystkiego. Mnie to przygniata, brzydzi trochę. Nie wiem, jak się od tego odciąć. Nie umiem w tym funkcjonować, w tych wszystkich gierkach, podchodach bliższych i dalszych - kiedyś uważałam, że mnie to nie dotyczy, teraz widzę, że to dotyczy wszystkich. W mniejszym lub większym stopniu. Moja wrażliwość pod tym względem jest zabójcza. Negatywność świata i ludzi mnie dotyka do żywego. Przestaje mi się podobać mój kraj i moi ludzie.

Czuję, że jestem w jakimś momencie przejścia, że się coś zmienia, że ja się zmieniam. Nie wiem tylko, co będzie na końcu.

22:50, uparte_zwierze
Link Komentarze (13) »
piątek, 09 listopada 2012

W takich chwilach jak ta - brakuje mi blogaska. Nie napiszę na fejsdupie tego, co mi się wyrywa - nie chcę wszystkim pokazywać. Poza tym - nie wszyscy są... hm, przychylni. Nie mi, nam.
No ale jest czwarta rano, wróciłam nocnym, wróciłabym i dwie godziny wcześniej, ale nikomu nie było po drodze wtedy. A mi się wyczerpał cały pokład potrzeby ludzkiej, do domu chciałam już dawno temu. I teraz tak siedzę i tęsknię, coś mi się kroi w środku, choć to tylko łykend przedłużony, nie pierwszy i nie ostatni. Ale jakoś tak...
Och, banałami sypię.
Każdy tęskni i takie tam. (A wczoraj piszczałam: Bardzo cię proszę, potrzebuję teraz sama pobyć, nic nie mówić i niczego nie słuchać. No to teraz mam.)
I czuję wyrzut sumienia z powodu pracy, do której jutro nie pójdę, ale jakbym poszła, to bym cierpiała. Popracuję w domu zatem.
Pókico - do łóżka. Sama, ech..

04:22, uparte_zwierze
Link Komentarze (5) »
piątek, 31 sierpnia 2012

No tak, event dzisiaj wielki, a ja mam ochotę być wszędzie, tylko nie-tu. Jak zwykle z okazji capoeiry i okolic - kłótnia, która zapewne potrwa łykend cały. Albo i lepiej. Z mojego punktu widzenia - z powodu drobiazgu.

Poza tym pretensje, zjeby otwarte i ukryte, robienie na przekór tylko po to, żeby zrobić na przekór, a nie po to, żeby było lepiej. A może faktycznie jestem przemądrzała i wydaje mi się, że wiem lepiej, ale kurde: pod niektórymi względami WIEM lepiej (paradoksalnie dlatego, że jestem pod pewnymi względami głupia i leniwa). Masa ludzi usiłuje mi udowodnić, że tak nie jest. Wolą brzydkie od ładnego. Skomplikowane od prostego.

A chuj. Na pohybel.

Potrzebuję wyjazdu, oderwania, zagrzebania się w pościeli, nie-bytu. Niech mi ktoś da zarobić 10 tysi. Albo chociaż 5.

10:34, uparte_zwierze
Link Komentarze (2) »
środa, 25 lipca 2012

I się zachwycać.

22:48, uparte_zwierze
Link Komentarze (5) »
środa, 18 lipca 2012

Ale u mnie wrze.

Wiosną zarobiłam na drugi rok studium - i jeszcze zostało.
Na końcoworocznej wystawce wszyscy gratulowali mi zdjęcia. Tak, było najlepsze.

Kupiłam po taniości tablet, więc teraz łatwiej i szybciej zdjęcia mi się robi, a poza tym jeszcze mażę sobie obrazki w kompie.

Napisałam artykuł do gazety capoeirowej - pierwszy z kilkuodcinkowego cyklu. Leży i odpoczywa, za parę dni go wyślę.

Robię zdjęcia na stronę capoeirową. Się okazuje, że w domu jestem w stanie zainscenizować rodę!

Zorganizowałam salę na razie za darmo dla D. na capoeirę. Mam nadzieję, że ruszą porządne zajęcia już w sierpniu, a w nowym sezonie trzebaby wynająć salę. Boję się tylko, że gdzieś za bardzo zaplącze się źle pojmowana męska duma i popsuje mi szyki.

A we wrześniu przechodzę w pracy do innego zespołu. Siedzę jeszcze tutaj i czasem mnie jeszcze nachodzi, żeby coś powiedzieć, spróbować poprawić, ale myślę sobie: nie, mnie już to nie dotyczy, to już nie moja bajka.

I tylko mogłoby mi tak nie obrastać wokół brzucha, ale na świecie jest tyle pysznych rzeczy do jedzenia..

10:21, uparte_zwierze
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 26 marca 2012

I jeszcze Wam powiem jedno.

Kiedyś pewien ktoś mi powiedział, że fotografia to nie sztuka, bo przy takim obrazie malarskim to się trzeba napracować, trzeba umieć oddać rzeczywistość, czy też to, co się chce pokazać, a fotografia to cyk i już.
Wtedy może i miałam swoje wątpliwości, po cichu przyznawałam mu rację, ale dziś? Dziś myślę: O! Jakże się mylił!
Co dwa tygodnie dowiaduję się, jak jeszcze wiele muszę się nauczyć. Rozpościerają się przede mną coraz większe połacie niewiedzy.

(Że niby Paweł Królik? A chujtam.)

Ma ktoś pożyczyć lateksową maskę psa? Preferowana nieużywana..

09:53, uparte_zwierze
Link Komentarze (11) »
piątek, 23 marca 2012

Od pół roku mniej więcej nie mam ochoty na seks. Ani nie mam ochoty mieć ochotę. Jednocześnie dawno nie czułam się tak wyluzowana, spokojna i zadowolona.
I tak mi przyszło na myśl, że na moje oświadczenie społeczeństwo najpewniej zareagowałoby (jak ja jeszcze jakiś czas temu) dość nerwowo: co z tego, że te pigułki sprawiają, że Aseł czuje się dobrze - nie uprawia seksu, nie jest szczęśliwa! Te pigułki to jednak zło, sprawiają, że człowiek odcina się od tak wielkiej przyjemności!
A ja rozumiem, co czują osoby aseksualne i już rozumiem, że faktycznie można żyć bez seksu.
Na myśl o penisie w waginie nie czuję absolutnie nic. Lekkie ciepło jedynie gdzieś tam się zawiązuje na myśl o pocałunku z języczkiem i przytuleniu. Ale tak, to nie.
Ból jest faktycznie wtedy, gdy ma się ochotę, ale nie ma z kim. Ale gdy nie ma się ochoty? Jaki to problem?
No może taki, że za niespełna tydzień kończy się mój słomianowdowi czas.. Aletam. Się zobaczy.
Pastylek pókico nie odstawię, chcę się nacieszyć tym luzem, spokojem i zadowoleniem.

14:28, uparte_zwierze
Link Komentarze (11) »
czwartek, 22 grudnia 2011

Pan dochtorro powiedział mi dziś tak:

- Pani życie jest jak taka łąka pełna kwiatów. Ale pani teraz wpadła do dziury i jedyne, co pani widzi, to tylko skrawek nieba.

Dokładnie tak się czuję.

Selektywny inhibitorze wychwytu zwrotnego serotoniny - welcome back!

19:12, uparte_zwierze
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 19 grudnia 2011

Przyrzekam, w zeszły czwartek dwukrotnie próbowałam napisać notkę i dwukrotnie blox pożarł. No to odpuściłam, zresztą nic ciekawego nie było - stałe frustracje i walenie czołem w blat.
Dziś, no cóż, bez większych zmian - i to od rana!
Byle do czwartku. W piątek wolne.
W międzyczasie wciąż myślenie i rozkminianie. Jak żyć, drogie Bravo?

09:02, uparte_zwierze
Link Komentarze (6) »
środa, 30 listopada 2011

Abo wiecie, że u mnie to górki dołki.
Ostatnio poprawiło mi się po łykendowych zajęciach.


Zrobili mi fajne zdjęcie. Że niby wiecie Vanderperre i Jil Sander.


Zdjęcie jak zdjęcie. Wolę się szczerzyć :))
Ale ale! Następnego dnia postanowiłam się trochę pointegrować i wyszło, że im wyglądam na 10 lat mniej! (No dobra, tylko jedna osoba dała mi 21, ale zawsze :))


No i podobno jestem fotogeniczna :))
Wpadł mi nowy - radykalny - pomysł do głowy. Czyli pewnie go nie zrealizuję. Ale pomarzyć można :))
11:04, uparte_zwierze
Link Komentarze (14) »
piątek, 18 listopada 2011

Parę dni temu śniło mi się, że jestem słaba fotografką - i nie mogłam przez to spać. Jest to absolutnie możliwe - śnienie i niemożność spania. Wczoraj za to poszłam spać o wpół do dziesiątej. Po dobranocce.
Od rana nie mam nadziei na nic i na dodatek odkryłam, że przed umyciem zębów wyglądam na swój wiek.


Tymczasem w środku wciąż jestem trzynastoletnim podrostkiem, który kłóci się ze światem o bałagan na biurku. To ja w tym związku jestem tą rozrzucającą skarpetki. W związku z czym czuję, że nie zasługuję na to, żeby żyć. Również dlatego, że nic mi się nie udaje, ciągle coś knocę, psuję, robię nie tak. Ciągle płaczę, zupełnie przecież bez powodu. Przecież mam wspaniałe życie, narzekam mając pełny brzuch.
Po co więc w ogóle tu jestem? Zajmuję tylko niepotrzebnie (znowu) zbyt dużo przestrzeni, marnuję i tak kiepskie już powietrze.

Parę dni temu zobaczyłam piękne słowo: whoremones.

10:44, uparte_zwierze
Link Komentarze (12) »
czwartek, 10 listopada 2011

Jeszcze godzina, odliczam czas do wyjścia z pracy. Niestety, jeszcze nie mogę odliczać czasu do odejścia.
Jeszcze godzina i będę mogła normalnie znowu pożyć, pójść kupić mięso i warzywa. Strasznie mnie kręci, jak D. mówi kup to i to, a ja zrobię jutro coś fajnego do jedzenia.
I jak mnie przytula rano, jak go poproszę, bo śni mi się, że jestem sama w tłumie ludzi.
A czasem myślę, że to nie ma sensu i nie ma prawa się udać.
Ale nie dziś, dziś siedzę w pracy i tęsknię. Omijają mnie nawet wszystkie popsute sprzęty i nieoddzwonione telefony.

Myślę też o zdjęciach, boję się, że nie wyjdą, że nie uda mi się to, co planuję. Najlepiej mi wychodzą te nieplanowane, niestetość. Ale nic, pomysł jest, reszta zależy ode mnie. No dobra, i trochę od dziewczyn :))
Spisuję też fotografie do następnej rzeczy. Dzisiaj rano słowa i obrazki wskoczyły na swoje miejsce.

Cholera, zegarek kompowy się spieszy, dopiero za godzinę od teraz mogę wyjść i pożyć..

14:35, uparte_zwierze
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 listopada 2011

Kurcze, a ja na przekór wszystkiemu miałam zajebisty poniedziałek! Dostałam propozycję fajnej sesji, od razu wpadłam na pomysł, dziewczyny same mi się zorganizowały, na dodatek odebrałam moje pierwsze filmy z ponad pięćdziesięcioletniego aparatu i zdołałam je zeskanować, w międzyczasie spalając 500kcal na siłce :D
Dzisiaj za to rozwiązałam podstawowy problem techniczny sesji oraz zweryfikowałam inny pomysł, ale nic straconego.
O proszę. I na dodatek napisała mi się notka na mojego bloga :)

11:18, uparte_zwierze
Link Komentarze (3) »
wtorek, 01 listopada 2011

Że to tylko taka pora miesiąca, że mi już tak nie zostanie.
Bo znowu jestem nie taka, śmaka i owaka. Wkurzam się na wszystko i na wszystkich (w obu przypadkach - głównie na D.) i zaraz potem wybucham płaczem nad swoją beznadziejnością, bo to przecież nic takiego i wkurzam się bezzasadnie. Wybucham też płaczem całkiem bez powodu.
Jestem brzydka, gruba i do niczego. Nie umiem się wziąć za siebie i wszystko jest do dupy. I na dodatek trzeba iść do pracy.. Szczęściem tylko na trzy dni.
Nie wiem, co to, ale niech minie. Żyć się nie da..

23:43, uparte_zwierze
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 24 października 2011

Wczoraj kładąc się spać:

- Ech, kochanie, strasznie już bym chciał, żeby był łykend..
- JUŻ?? Przecież jeszcze nawet nie poszłaś do pracy. Wy Polacy to leniwce.
- Ta, ta, leniwce, a w następny łykend mam szkołę, po dziewięć godzin!

Tylko myśl o łykendzie (długim łykendzie!) trzyma mnie przy życiu.
Siedzę teraz i myślę, i się boję, że mi nie wyjdzie, że utknęłam tak głęboko, że nie zdołam wyjść z tej dziury. Jak nigdy odczuwam stratę czasu. Czuję, że desperacja wyziera mi ze spojrzenia. Gdybym się spotkała, to bym się nie polubiła, desperaci są odpychający. Czuję, że jestem posiadaczką kolejnego niedorobionego talentu. Że znowu zabraknie mi pary.

Muszę sobie zrobić magnes na lodówkę. "Nie jestem dziwką, nie muszę się wszystkim podobać."

11:05, uparte_zwierze
Link Komentarze (11) »
piątek, 21 października 2011

Jadę Pawłem Królikiem*: czuję się, jakbym stała na brzegu rzeki, jeden krok i już - zmiana. Tylko, że ten drugi brzeg jest ciut za daleko i muszę poczekać, aż lepiej nauczę się pływać, nabrać krzepy, żeby przebić się przez nurt i wiry. I dowiedzieć się, gdzie dokładnie chcę dopłynąć, ten drugi brzeg jest bardzo duży. Tylko że strasznie nie chcę już być tu, gdzie jestem, przebieram nóżkami, zanurzam paluszki w nurcie. Woda tak bardzo kusi... Ale jednak nie. Cierpliwości, cierpliwości mi trzeba.

Ale lekcje są zajebiste, mózgomiażdżące. Grunt, żeby coś z tego wynikło, musi wyniknąć.


*Paolo Coelho :P

12:20, uparte_zwierze
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 października 2011

Z tego wszystkiego zapomniałam napisać tutaj: cały zeszły tydzień siedziałam na zwolnieniu. Tam przeziębienie! Mnie wzięło i przepukło.
W niedzielę wieczorem zaczęły mnie boleć plecy - ot, czasem bolą, zdarza się. W poniedziałek gdy zadzwonił budzik, strasznie długo nie mogłam w niego wcelować, prawie cały się wydzwonił (stary, ruski, po babci, na sprężynę, to może się wydzwonić). Gdy próbowałam (bez skutku) wstać, odkryłam, dlaczego nie mogłam wyłączyć tego cholernego budzika: łopatka mnie bolała tak, jakby ktoś przez pół nocy nade mną stał i okładał szpadlem. I podźgał krawędzią.
Nie pamiętam jak, ale w końcu udało mi się wstać. Starałam się przy tym nie oddychać za bardzo, bo bolało mnie przy KAŻDYM ruchu. Bałam się co będzie, gdy zacznę kaszleć, albo kichać, jak to bywa przy wychodzeniu z przeziębienia. Stałam an środku pokoju i myślałam: co tu robić, co tu robić! Przychodnia jeszcze zamknięta, poza tym co mi zrobią w przychodni, jeśli w ogóle się dostanę do mojego lekarza.. Szczęściem przypomniałam sobie o instytucji ostrego dyżuru i stwierdziłam, że chyba się kwalifikuję.
Stwierdziłam, że co prawda tiszertu nie jestem w stanie zdjąć, ale mogę przynajmniej zmienić portki od piżamy na portki wyjściowe. Zsunęłam je na podłogę i wtedy się okazało, że nie mogę się schylić, a portki i im podobne mam w dolnej szufladzie i/lub na rzeczonej podłodze. Klepnęłabym się w czoło, gdybym mogła. Na szczęście na suszarce leżały portki capoeirowe z zeszłego tygodnia (mało świeże :P) - musiały wystarczyć. Tak wystrojona, w zarzuconej kurtce i chustce w lamparta, bez mycia zębów, bez karmienia kota, bez kasowania biletu pojechałam tramwajem do szpitala.
W szpitalu oczywiście się zgubiłam, bo przy głównym wejściu nie ma ani grama informacji, ani żadnej recepcji, nic. Pani sprzątaczka na mój dość żałosny widok zapytała, czy mi nie pomóc, na co się zapytałam, gdzie jest ostry dyżur.
- Który?
"BURY, KURWA!"
- Jezu, nie wiem który, boli mnie i chcę żeby przestało - odpowiedziałam ze łzami w oczach (serio, tak bolało, że płakałam).
- A to nie to wejście.
- ...
- ...ale pójdzie tu pani w prawo, potem w lewo i windą na dół.
Poszłam, zjechałam na dół, a na dole, nie wiedzieć czemu, na moje pytanie którędy na ostry dyżur, znów odpowiedziano mi pytaniem "KTÓRY". Ileż może być ostrych dyżurów w jednym szpitalu?? Za rzadko choruję :P
W rejestracji wpisano mi godzinę przyjęcia 7.13, co było kłamstwem, bo weszłam do środka 40min. później. Oczywiście było tuż przez zmianą warty, ale od razu zabrały się do rzeczy na początku robiąc EKG ("A bo musimy sprawdzić, czy jest zagrożenie życia, zanim przyjdzie nowy lekarz" :P), mierząc ciśnienie ("Zawsze ma pani takie niskie ciśnienie?" - JEZUUMIERAM!!! Przeesz zawsze mi mówią, że mam wysokie!!!) i takietam. Najgorsze było to, że kazały mi się kłaść i wstawać co jakiś czas. Wolałam siedzieć jak kołek. Tak najmniej bolało. Założyły wenflon. Stawiały różne diagnozy. "No ale żeby AŻ TAK panią przewiało? No kto to widział, żeby taką młodą tak przewiało!" "Mi to wygląda na zespół bolesnego barku. Ale trzeba jeszcze prześwietlenie i neurologa."
Więc było i prześwietlenie. Była i neurolożka. Był i ketonal w płynie (nie pomógł). Było i pobieranie krwi ("Aaaależ ma pani słabe ciśnienie. Musi pani więcej pić!" - No właśnie, wycharczały moje spierzchnięte usta - czy mogłabym dostać szklankę wody?) I siusianie do kubełka. I drugie prześwietlenie. I tremenol (czyjakmutambyło), który tym razem pomógł. I za drugim razem pani neurolożka powiedziała, że to jednak co innego, że mam krzywe kręgi w szyi. Że to "niewielka patologiczna kyfoza i linia kręgosłupowa tylna załamana wskutek niewielkiej spondylolistezy C3/C4". I wypisała skierowanie do ortopedy. A wszystko dlatego, że dwa lata temu upadłam na głowę :P
O godzinie 14.13 na chwiejnych nogach wyszłam ze szpitala. Byłam w stanie już mniej więcej wstawać i związać sobie włosy. Z nadzieją pomyślałam o tym, że będę mogła wziąć prysznic i umyć zęby. Oraz skasować bilet. Bez lęku kichałam.
Następnego dnia mój lekarz z przychodni wypisał mi zwolnienie na tydzień, mocniejsze leki przeciwbólowe i skierowanie do neurologa, żeby mi zrobił rezonans. Umówiłam się też na wizytę do fizjoterapeuty - magika, który leczy capoeiristów.
Magik postawił diagnozę zgoła nieco inną, a przede wszystkim zapytał się mnie, jak JA sądzę, dlaczego mnie zaczęło boleć. Dla mnie przyczyna była prosta: całą niedzielę spędziłam w jednej pozycji przed kompem, z wyciągniętą ręką na myszy. Ale żaden z lekarzy nie przywiązał do tego wagi - dla wszystkich jasne było, że się przeziębiłam i weszło w mięśnie. Tymczasem się okazało, że to ani bark, ani łopatka, ani mięśnie, tylko kark, szyja, dysk i nerwy. Mam przepuklinę dyskową i całe szczęście, że nie uciska za bardzo na rdzeń kręgowy (ręce PRAWIE mi nie drętwieją w nocy..) Powiedział, że gdyby mi drętwiały bardziej, to by mnie wysłał na rezonans, ale tak to nie ma potrzeby.
Od tamtego poniedziałku jest lepiej, ale wciąż fuckin' far from ok. Uwiera mnie nawet noszenie torby i ręce w kieszeni kurtki. Nie można mi jeździć na rowerze, a o capoeirze mogę zapomnieć na... nie wiem jeszcze jak długo. Muszę siedzieć jakbym miała kołek w tyłku i koniec z wylegiwaniem się przed kompem. Załatwiłam się na ament.

Ale wiecie? Przez ten tydzień ledwo się ruszałam i sykałam przy najmniejszej okazji, ale będąc poza pracą czułam się naprawdę szczęśliwa..

Nicto. Od soboty zaczynam zajęcia. Będę się uczyć robić zdjęcia :))

12:06, uparte_zwierze
Link Komentarze (12) »
środa, 28 września 2011

Jedna z szóstek w totku została trafiona w Tesco na Kabatach. Takie to bliskie - przecież mieszka tu masa znajomych, ja sama spędziłam na Ursynowie większość życia.
Myśl o szóstce trochę się zbliżyła.
A co jeśli to ktoś znajomy wygrał? A jeśli to mój wujek, albo brat, albo przyjaciel? Nawet nie kolega, czy koleżanka, ale właśnie ktoś bliski - czy powstrzymałabym się przed chociaż zasugerowaniem tego, że przydałoby mi się trocha kasy? Nie, nie na przejedzenie, of kors, ale na rozwój, szkołę, w dobrej sprawie przecież. Ile by było takich osób? A gdybym to ja wygrała? Ile osób by się zgłosiło? I ile by się odwróciło w przypadku odmowy?..
Przerażające.
Hm.

10:09, uparte_zwierze
Link Komentarze (2) »
wtorek, 27 września 2011

Chłopaczysko pojechało na tydzień popracować - dobrze. W domu już świrował trochę. A ja mam okazję:
- pobałaganić,
- pospać na lewej stronie łóżka,
- najeść się mojej ulubionej pizzy,
- połazić w ulubionych portkach,
- potęsknić.
Za to nie ma kto mi zrobić naparu z czosnku na przeziębienie i przytulić, gdy rzucam się przez sen. Takieto. Lubię z nim, ale czasem potrzebuję sama, po mojemu.

12:16, uparte_zwierze
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 września 2011

A w tym tygodniu to nic się nie dzieje specjalnego.

We wtorek miałam chyba najgorszy dzień w tym roku. Wy też? Dużo osób miało. Aż znowu zaczęłam przeglądać strony z ofertami pracy.

Umieram na zakwasy. Łap i pleców. Oraz znowu chodzę na krwawych poduszeczkach. It's good to be back.

Ostatnio Promyczkowa się mnie pytała co tam u lubego, bo nie piszę, a ja jej na to, że nie piszę, bo on nie lubi, jak o nim mówię. Ale powiem Wam po cichu, że jest bardzo ok. Wyjazd wspólny w ciepły kraj bez pracy dobrze nam zrobił. I mam rycerza, który rzuca się na ratunek, gdy się budzę z krzykiem w nocy (kot mi skoczył z parapetu na nogi i zaczęłam wrzeszczeć ze złości i strachu).
Strasznie zaczęłam tęsknić za Salvadorem.

Trzymajcie kciuki, żeby mi zapłacono za chałturę w terminie. Moje życie od tego zależy.

08:01, uparte_zwierze
Link Komentarze (7) »
wtorek, 13 września 2011

Wczoraj w okolicach Rawy Mazowieckiej zaczęła mnie boleć głowa. Ból barku zwaliłam na niewygodne warunki podróży, ale głowa?.. Boli do teraz.
A wcześniej w drodze porobiłam się smutna i trochę zła. Wakacje wakacjami, ale wraca się na stare śmieci, do starych problemów, prosto w potrzydziestce. Oderwałam się, ale życie wessało mnie z powrotem z prędkością 90km/h.
Takie wakacje to o kant rzyci.
No dobra, aż tak to nie. Fajnie było. Plan zrealizowany: książki, piwo-wino, morskie stwory, morze, słońce, ciepłość. Zdjęć i seksu mało-wiele. Uwierał mnie jedynie brak kasy i ośrodek wypoczynkowy. Nieco-inclusivy w hotelopodobnych okolicznościach przyrody to nie dla mnie. Marzy się chata na Mazurach, czy jakichś Kaszubach. Wino i tak rozrabiam wodą, więc może być podłe. Szkoda tylko, że małże u nas nie rosną.
Marzenia mi się robią takie przyziemne trochę. Nawet o samochodzie zaczęłam myśleć. Ja! Na starość tak chyba. Jestem dwa razy młodsza od moich rodziców (syskich tsech), a mam wrażenie, że ten czas mi przecieka, ucieka, że za chwilę nic już nie będzie. A ich to jeszcze wcześniej. Gdzie te sensy i marzenia?
Podobno na nic nie jest za późno. A jeśli jednak?
No cóż. Z opóźnieniem zatem zrobię sobie kolejny fakultet. Tym razem z miłości, a nie tylko z chłodnej kalkulacji. Pókico to się nie sprawdziło, a projekty z ogrodem otwieram z pewnym takim obrzydzeniem, w związku z czym może jednak ta miłość zaniedbana się odrodzi. A może nawet zaprocentuje. Na otwarcie zdjęcia w komputerze czekam przecież z niecierpliwością.

Stolat tu mi ♪♫.

14:37, uparte_zwierze
Link Komentarze (6) »
środa, 31 sierpnia 2011

Wchodzić!
Lubić!
Polecać!
Nasze nowe dziecko :))
Ale tak na serio: naprawdę dobre zdjęcia robimy, Fo, (pół)Mary i ja. Więc dlaczego nie?

09:18, uparte_zwierze
Link Komentarze (4) »
piątek, 26 sierpnia 2011

Od dwóch dni mam huśtawkę totalną. Wściekłość miesza mi się z entuzjazmem, złość z euforią. Teraz mam zjazd postemocjonalny, taki uczuciowy kac. Bo jednak dzisiaj więcej było tej wściekłości, aż sińca nabiłam na knykciu waląc pięścią w ścianę.
Nie pomaga nic. Wszelkie próby przeprosin, przymilne teksty tylko mnie smucą, bo wiem, że kryje się pod nimi drugie dno.
Męczy mnie i gnębi poczucie niedocenienia i niewdzięczności.
Jakoś uśmiech nie ma jeszcze siły wpełznąć mi na twarz.
W końcu minie. Jak każdy kac.

Ale no dobra.
Muszę się skupić na zatygodniu. Od piętnastu chyba lat nie wyjeżdżałam w żadne kurorty - nigdy mnie nie ciągnęły takie wyjazdy. Teraz jadę do Chorwacji, wyjazd nieco-inclusive. Nie uśmiechało mi się takie coś na początku, ale pomyślałam, że w sumie przyda mi się wyjazd z nicnierobienie, tylko czytanie, w przyjemnych okolicznościach przyrody i gdzie jest ciepło i dużo morskich stworów podlewanych lokalnym winem. Teraz tylko muszę się nastawić na to, że będę nieco sama.
Ale: nicnierobienie, tylko czytanie, w przyjemnych okolicznościach przyrody i gdzie jest ciepło i dużo morskich stworów podlewanych lokalnym winem... Nicnierobienie, tylko czytanie, w przyjemnych okolicznościach przyrody i gdzie jest ciepło i dużo morskich stworów podlewanych lokalnym winem... Nicnierobienie, tylko czytanie, w przyjemnych okolicznościach przyrody i gdzie jest ciepło i dużo morskich stworów podlewanych lokalnym winem... Nicnierobienie, tylko...

23:05, uparte_zwierze
Link Komentarze (10) »
niedziela, 21 sierpnia 2011

...tymczasem zapierdol przez cały łykend. A nawet dwa. Ale jakież to miłe zapierdole, kiedy się wie, że 1) zapłacą za to godziwie, 2) sprawia to niewypowiedzianą satysfakcję.
Ech, mogłabym tak codziennie..

23:26, uparte_zwierze
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 97
Tagi